W czerwcu zmarła nagle moja Mama. (Trochę wcześniej tata mojej koleżanki z pracy, ale wtedy jeszcze nie zastanawiałam się tak głęboko nad tym zagadnieniem). W wakacje - mój były uczeń, potem wujek. Od września - już kilkoro rodziców moich znajomych. Nie ma nawet szans, bym mogła być na wszystkich pogrzebach.
Codziennie mijam na holu szkoły osoby, które przeżywają stratę kogoś bliskiego. Sama też jeszcze jej doświadczam.
Jak przeżyć dobrze tak trudne wydarzenie?
Jakie są nasze błędne (!), stereotypowe zachowania?
Czego się obawiamy?
Wreszcie, jak powinni i mogą zachować się ci, którzy są obok osób przeżywających stratę i czego się nie bać.
To wszystko
w "Czytaj więcej" - w książce Anny Dodziuk
"Żal po stracie (...)". Autorka od strony psychologii w sposób przystępny, choć jak myślę, dla czytelników odkrywczy, ukazuje zagadnienie dając nam do ręki narzędzia, które... Ale o tym niech każdy przekona się sam.
Bardzo polecam przeczytaniu, każdemu (!).
/Wcześniej proponuję przeczytać (krótszy) artykuł, do którego link znajduje się
tutaj/.
--------------------------------------------
"Żal po stracie stracie (...)
FRAGMENTMożna ten proces opisać za pomocą pewnej przenośni: jako bolesny proces emocjonalnego odrywania się od kogoś, do kogo osoba dotknięta stratą była przywiązana. Jak widać, w języku odzwierciedla się dramatyzm tego procesu: odrywanie się od tego, do czego człowiek był przywiązany czy nawet przyrośnięty.
Łatwiej sobie wtedy uprzytomnić, że skutkiem owego oderwania jest otwarta rana, którą człowiek chroni, potrzebując jednocześnie i tego, żeby nikt jej nie dotykał, i tego, żeby znalazł się ktoś, kto ją opatrzy i pomoże w leczeniu.Takie porównanie przybliża też do zrozumienia, dlaczego – jeśli chce się albo musi szybko wrócić do „normalnego” funkcjonowania – trzeba otoczyć tę świeżą ranę warstwą ochronną, przykryć, znieczulić, zamrozić. Oczywiste jest, że w tych warunkach nie może zachodzić normalny proces gojenia i zabliźniania się, a nawyk chronienia przekształca się w automatyczny odruch".